Translate

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 5

     Otworzyła oczy. Za cicho.
Wyskoczyła z łóżka i wpadła do pokoju.. chłopcy spali w swoich łóżkach, więc Sewia odetchnęła z ulgą i wróciła do swojego pokoju. Cichutko się ubrała. Nie mogła już zasnąć, więc poszła nakarmić Gambie'go.
W tym czasie Ewre wstał i przyszedł zjeść śniadanie. Afei wrócił bardzo późno w nocy, zmęczony, więc spał prawie do południa. Ledwie się ubrał i poprosił wszystkich aby usiedli i wysłuchali go. 
     -Już czas abyśmy się pożegnali. Ja i Ewre wyruszamy.. Dzięki Tobie Sewio, wiemy już gdzie mamy wyruszyć. Niestety nie wiemy po co, bo nie ma z nami Twojej babci. Ale nic nie szkodzi. Poradzimy sobie. Szkoda tylko że... że nie wyruszysz z nami. Na pewno byś nam pomogła.
     -Przepraszam. Już wam mówiłam, że bardzo chcę.. ale kto zostanie w chatce! Kto zaopiekuje się Gambie'm.. Zawsze marzyłam o takiej przygodzie.. ale wy nawet nie wiecie jaki macie cel podróży!- zaoponowała dziewczyna
     -Rozumiem.. nie wiem sam jakbym postąpił na Twoim miejscu. Często przyzwyczajam się do pewnych rzeczy, i potem trudno mi się odzwyczaić. Ale na prawdę, to zrozumiałe.
     -Dziękujemy Ci bardzo za ugoszczenie i pomoc. Jesteś wspaniała i życzę Ci powodzenia w życiu- dodał Ewre i uśmiechnął się.
A potem oboje udali się do pokoju aby się spakować, a Sewia dała im prowiant na drogę. Wyszli.

     Dziewczyna siedziała na fotelu i piła Perfię. Ostatnie dziesięć minut, było najcichszymi chwilami od wielu miesięcy w tej chatce. Siedziała i rozmyślała o tym co było, o tym co jest wokół niej. Przez okno widziała jak wysokie krzewy falują na wietrze, tańcząc dla niej piękny, jednakże nieznany taniec. Pochylały się na boki, kłaniając się jej, a liście machały w stronę odległych krain, których Sewia nigdy nie miała zaszczytu zobaczyć. Niespodziewanie na myśl przyszło jej Nemphis. Bardzo chciała wyruszyć, ale nie miała nikogo w zastępstwie, kogoś kto mógłby zająć się mieszkańcami tej części lasu, jej chatką, ogródkiem, kto będzie pilnował bezpieczeństwa.. Ale marzyła o tej podróży od zawsze. I jej babcia też..
     Energicznie wstała i ruszyła do drzwi. Gdy je otworzyła, jej oczom ukazał się śliczny widok, ten który kochała i bała się zostawić go zapomnieniu. Ale nie miała czasu na decyzje. Wiedziała jednak, że granica między tymi dwoma wyborami była tak zatarta, wręcz nikła że może żałować każdej z nich.
      Z pośpiechem spakowała kilka sukienek... moment, to nie bal. Włożyła je z powrotem do szafki. Zostawiła sobie tylko dwie, sięgnęła po kilka innych ubrań. Wzięła prowiant, koc i wiele innych, być może, przydatnych przedmiotów.
Rozejrzała się po pokoju. Przeciąg rozwiewał jej brązowe długie, falowane włosy. Uśmiechnęła się do siebie. Miała bardzo piękne, białe zęby. Wyglądała na bardzo wypoczętą. Tej nocy wyspała się, a chwilę przedtem wypiła Perfię która dodała jej energii. Ruszyła zgrabnym i delikatnym krokiem w stronę okna. Jej zielone getry, przylegały do niej, a luźna brązowa bluzeczka dodawała jej uroku. Miała też na sobie zieloną kamizelkę z liści. Spojrzała przez okno, swoimi niesamowicie zielonymi oczami..
     -Czas ruszać. Chłopaki pewnie są już kawałek drogi stąd..- powiedziała do siebie
Sięgnęła po Gambie'go, nałożyła sobie plecak i ze smutkiem, ale i podnieceniem, w oczach wyszła.
     Wiatr  bardzo wiał. Ostatni raz spojrzała za siebie, na chatkę. Gdy wróci, nie zostawi jej nigdy więcej. I przede wszystkim musi wrócić. MUSI. Bardzo kochała to miejsce. Ale teraz już nie można się wycofać. Idzie zobaczyć Nemphis...

piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 4

     Tej nocy Sewia nie mogła zasnąć. Wiedziała, że nie powinna podsłuchiwać ale tłumaczyła sobie, że to chłopaki za głośno rozmawiają. Nie słyszała każdego słowa. W zasadzie słyszała tylko strzępy rozmowy, przeradzającej się gdzieniegdzie w kłótnię.
     Obudziła się. Przez okno, do pokoju wdzierały się promienie słoneczne. Drewno wcale nie stanowiło dla nich oporu. Przekradały się każdy szparką, jakby chciały spojrzeć, czy dziewczyna nadal śpi. Ale Sewia już nie spała. Miała tylko zamknięte oczy. Próbowała sobie przypomnieć o czym rozmawiali chłopcy poprzedniej nocy. Ale przypominała sobie tylko fragmenty.
     Gdy wypoczęta i uśmiechnięta Sewia otworzyła drzwi, pokój był pusty, więc wyszła przed chatkę. Ewre i Afei siedzieli na ziemi tuż przed strumykiem i spoglądali w dal. Patrzyli na piękny las, rozciągający się na wiele hektarów.
     -Dzięń dobry!- krzyknęła Sewia
     Oboje odwrócili się w jej stronę i pomachali doń. Afei wstał.
     -Sewio, za kilka dni wyruszymy w dalszą podróż. Miło było nam u Ciebie, ale musimy kontynuować podróż- powiedział Afei, a Ewre wstał i otrzepał ręce.
     -Wielka szkoda. Miło było was ugościć. No ale cóż.. obowiązki to obowiązki.- Sewia próbowała udawać że jej to nie rusza. Nie chciała aby głos jej się załamał. Ale nie było to trudne gdy rozmawiała z Afei. Głupio było jej się przyznać przed samą sobą że nie jest do końca przekonana do Afei. Bała się po prostu powiedzieć że za bardzo go nie lubi.

     Po południu wybrali się na krótki spacer po okolicy. Sewia pokazała im swoje ulubione miejsca. Znaleźli po drodze dużo owoców, a Ewre złapał jakieś zwierzę na obiad. Sewia znalazła również ulubione zioła i kwiaty z których robiła niesamowitą herbatę- Perfię, słodką jak czekolada i wspomagającą siły. Spędzili ten dzień jakby miał być ich ostatnim.
     Gdy zjedli pyszny obiad, składający się z łupu ze spaceru i pieczonych onimbów, poszli nad rzekę przy chatce i zaczęli pływać, chlapać się wodą i bawić w najlepsze. Zapomnieli o całym świecie, obudzili dziecięcą stronę siebie. Po prostu beztrosko spędzili popołudnie.

     Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzont. Sewia prała w rzece swoją sukienkę. Usłyszała głośny trzask między drzewami. Gdy spojrzała w tamtą stronę, nie zobaczyła nic. Wstała i przeszła przez rzekę, kierując się w stronę hałasu, jednak nie zobaczyła tam nic. Nic oprócz małego, trzęsącego się, jeżyka leżącego na boku. Dziewczyna wzięła go na ręce i wyraźnie mu się przyglądnęła. Wyglądał jakby coś go bolało, jednak ona nie widziała żadnych zadrapań ani ran. Rozejrzała się dokoła. Niemożliwe że ten jeden, malutki jeżyk mógł narobić takiego hałasu. Niemożliwe..
     Sewia weszła do domu i położyła jeżyka na stole. Biedaczek, wykończony zasnął na jej rękach. Obok stołu, na ziemi ułożyła miękki kocyk a potem wsadziła do niego nowego lokatora. Zaczęła krzątać się po domku. Nie mogła przestać myśleć o hałasie.. Kto mógł go spowodować, skąd wziął się tam jeż i co mu dolegało. Tym czasem słońce powoli chowało się przed światem..
     -Biorę kilka owoców i idę poszukać jakiś wskazówek. Nie czekajcie na mnie!- Afei wpadł do pokoju i zanim Sewia zdążyła otworzyć usta, jego już nie było.
     -Nareszcie cisza- wszedł jak zwykle opanowany Ewre. Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
     -Powoli się ściemnia.. Nie powinien wychodzić o tej porze. Nie zna terenu!- zaczęła się niepokoić
     -Spokojnie. Poradzi sobie- uspokoił ją Ewre
     Gdy zapadł zmierzch, a na dworze zrobiło się chłodniej, Ewre zapalił w kominku, a Sewia zaparzyła Perfię. W chatce zapanowała magiczna aura. Nawet jeżyk- Gambie, usiadł Sewii na kolanach. Siedzieli tak na fotelach przed kominkiem, blisko siebie i rozmawiali do późnej nocy:
     -Nie czujesz się tutaj samotna? - spytał chłopak, pijąc Perfię i grzejąc się
     -Czasami.. ale mam sporo ciekawych zajęć więc nie zawsze mam czas o tym myśleć. Z resztą przyzwyczaiłam się. Niewielu Findów mieszka w okolicy, więc nawet nie mogę nic poradzić na moją samotność. Może tak po prostu ma być. Marzę o spotkaniu jakiegoś człowieka.. to by było coś. Może i głupie jest to że wyobrażam sobie z nim przyjaźń, ale nikt mi nie zabroni marzyć.
     -Jesteś odważna.. ludzie są fałszywi. Nie wiem czy warto im ufać, a co dopiero przyjaźnić się z nimi. Owszem.. pomóc jasne, no ale też nie mogę za dużo mówić skoro nigdy z człowiekiem nie miałem takiego doświadczenia. Nie raz jakiemuś pomogłem, ale on nawet mnie nie widział. Bo ludzie nie widzą tego piękna. Mają zamknięte oczy na wszystko co ich otacza. Widzą tylko siebie, pieniądze i nic więcej. Nie wierzą ani w nas, ani w magię. Niech żałują.
     -Mam trochę inne zdanie- Przerwała mu Sewia- Sądzę że nie każdy człowiek taki jest. My przecież też mamy jakieś złe cechy. Nikt nie jest idealny.Tak czy inaczej, moim marzeniem jest sprawdzić czy mam rację.- uśmiechnęła się, a Ewre odwzajemnił uśmiech.- Właściwie to wyruszacie już nie długo.. ale nadal nie wiecie gdzie i po co?
     -Tak jakby. Mamy szukać tych wskazówek. Ale gdzie tu je znaleźć? Dlatego nie poszedłem z Afei.. bo nic nie znajdzie, zobaczysz. Tu trzeba logicznie pomyśleć, a nie biegać po lesie. Drzewa mają mu powiedzieć dokąd my się wybieramy? Czy wyczyta to z układu liści? -zaśmiał się
     -Ehh, chciałabym wam pomóc ale nie wiem jak. Fajnie jest tak podróżować.
     -Może pójdziesz z nami?- zaśmiał się chłopak
     -Może.. chciałabym ale kto zajmie się chatką.. i Gambie.- Sewia zmartwiła się- tak czy inaczej marzę o pewnej podróży
     -Czyli, Twój cel jest znany?
     -Tak. Moja babcia zawsze powtarzała że sama chciała wyruszyć do stolicy Findów- Nemphis, ale nie mogła. Ja też bym chciała i kiedyś wyruszę. Po drodze, pewnie napotkam wiele przygód, a potem poznam innych Findów i zobaczę Nemphis - powiedziała.
     Ewre energicznie wstał, a na jego twarzy malowały się różne emocje: podniecenie i radość.
     -Co Ty powiedziałaś!?
     -Że chciałabym kiedyś wyruszyć do Nemphis- dziewczyna powtórzyła bardzo powoli- Coś nie tak?
     -Gdzie mieszka Twoja babcia?- chłopak sprawiał wrażenie jakby się gdzieś spieszył. Mówił tak gorączkowo, że Gambie schował się pod kocyk.
     -No... babcia mieszkała tutaj ze mną. Ale niedawno umarła
     -TO JEST TO!
     -Słucham?!
     -Nie to miałem na myśli.. współczuję z powodu babci. Ale już chyba wiem gdzie idziemy!! Tylko, że Twoja babcia ma pewne potrzebne informacje. Ale nie ma jej z nami.
     -Bardzo mi przykro. Nie umiem wam pomóc.
     -Już nam pomogłaś!! - Ewre aż mnie podniósł i pocałował w czoło
  
Nie do końca rozumiałam jak pomogłam, ale cieszyłam się że zwrócił na mnie uwagę. Nie wiedziałam, że to był ostatni normalny dzień w moim życiu...