Otworzyła oczy. Za cicho.
Wyskoczyła z łóżka i wpadła do pokoju.. chłopcy spali w swoich łóżkach, więc Sewia odetchnęła z ulgą i wróciła do swojego pokoju. Cichutko się ubrała. Nie mogła już zasnąć, więc poszła nakarmić Gambie'go.
W tym czasie Ewre wstał i przyszedł zjeść śniadanie. Afei wrócił bardzo późno w nocy, zmęczony, więc spał prawie do południa. Ledwie się ubrał i poprosił wszystkich aby usiedli i wysłuchali go.
-Już czas abyśmy się pożegnali. Ja i Ewre wyruszamy.. Dzięki Tobie Sewio, wiemy już gdzie mamy wyruszyć. Niestety nie wiemy po co, bo nie ma z nami Twojej babci. Ale nic nie szkodzi. Poradzimy sobie. Szkoda tylko że... że nie wyruszysz z nami. Na pewno byś nam pomogła.
-Przepraszam. Już wam mówiłam, że bardzo chcę.. ale kto zostanie w chatce! Kto zaopiekuje się Gambie'm.. Zawsze marzyłam o takiej przygodzie.. ale wy nawet nie wiecie jaki macie cel podróży!- zaoponowała dziewczyna
-Rozumiem.. nie wiem sam jakbym postąpił na Twoim miejscu. Często przyzwyczajam się do pewnych rzeczy, i potem trudno mi się odzwyczaić. Ale na prawdę, to zrozumiałe.
-Dziękujemy Ci bardzo za ugoszczenie i pomoc. Jesteś wspaniała i życzę Ci powodzenia w życiu- dodał Ewre i uśmiechnął się.
A potem oboje udali się do pokoju aby się spakować, a Sewia dała im prowiant na drogę. Wyszli.
Dziewczyna siedziała na fotelu i piła Perfię. Ostatnie dziesięć minut, było najcichszymi chwilami od wielu miesięcy w tej chatce. Siedziała i rozmyślała o tym co było, o tym co jest wokół niej. Przez okno widziała jak wysokie krzewy falują na wietrze, tańcząc dla niej piękny, jednakże nieznany taniec. Pochylały się na boki, kłaniając się jej, a liście machały w stronę odległych krain, których Sewia nigdy nie miała zaszczytu zobaczyć. Niespodziewanie na myśl przyszło jej Nemphis. Bardzo chciała wyruszyć, ale nie miała nikogo w zastępstwie, kogoś kto mógłby zająć się mieszkańcami tej części lasu, jej chatką, ogródkiem, kto będzie pilnował bezpieczeństwa.. Ale marzyła o tej podróży od zawsze. I jej babcia też..
Energicznie wstała i ruszyła do drzwi. Gdy je otworzyła, jej oczom ukazał się śliczny widok, ten który kochała i bała się zostawić go zapomnieniu. Ale nie miała czasu na decyzje. Wiedziała jednak, że granica między tymi dwoma wyborami była tak zatarta, wręcz nikła że może żałować każdej z nich.
Z pośpiechem spakowała kilka sukienek... moment, to nie bal. Włożyła je z powrotem do szafki. Zostawiła sobie tylko dwie, sięgnęła po kilka innych ubrań. Wzięła prowiant, koc i wiele innych, być może, przydatnych przedmiotów.
Rozejrzała się po pokoju. Przeciąg rozwiewał jej brązowe długie, falowane włosy. Uśmiechnęła się do siebie. Miała bardzo piękne, białe zęby. Wyglądała na bardzo wypoczętą. Tej nocy wyspała się, a chwilę przedtem wypiła Perfię która dodała jej energii. Ruszyła zgrabnym i delikatnym krokiem w stronę okna. Jej zielone getry, przylegały do niej, a luźna brązowa bluzeczka dodawała jej uroku. Miała też na sobie zieloną kamizelkę z liści. Spojrzała przez okno, swoimi niesamowicie zielonymi oczami..
-Czas ruszać. Chłopaki pewnie są już kawałek drogi stąd..- powiedziała do siebie
Sięgnęła po Gambie'go, nałożyła sobie plecak i ze smutkiem, ale i podnieceniem, w oczach wyszła.
Wiatr bardzo wiał. Ostatni raz spojrzała za siebie, na chatkę. Gdy wróci, nie zostawi jej nigdy więcej. I przede wszystkim musi wrócić. MUSI. Bardzo kochała to miejsce. Ale teraz już nie można się wycofać. Idzie zobaczyć Nemphis...
Translate
poniedziałek, 22 grudnia 2014
piątek, 5 grudnia 2014
Rozdział 4
Tej nocy Sewia nie mogła zasnąć. Wiedziała, że nie powinna podsłuchiwać ale tłumaczyła sobie, że to chłopaki za głośno rozmawiają. Nie słyszała każdego słowa. W zasadzie słyszała tylko strzępy rozmowy, przeradzającej się gdzieniegdzie w kłótnię.
Obudziła się. Przez okno, do pokoju wdzierały się promienie słoneczne. Drewno wcale nie stanowiło dla nich oporu. Przekradały się każdy szparką, jakby chciały spojrzeć, czy dziewczyna nadal śpi. Ale Sewia już nie spała. Miała tylko zamknięte oczy. Próbowała sobie przypomnieć o czym rozmawiali chłopcy poprzedniej nocy. Ale przypominała sobie tylko fragmenty.
Gdy wypoczęta i uśmiechnięta Sewia otworzyła drzwi, pokój był pusty, więc wyszła przed chatkę. Ewre i Afei siedzieli na ziemi tuż przed strumykiem i spoglądali w dal. Patrzyli na piękny las, rozciągający się na wiele hektarów.
-Dzięń dobry!- krzyknęła Sewia
Oboje odwrócili się w jej stronę i pomachali doń. Afei wstał.
-Sewio, za kilka dni wyruszymy w dalszą podróż. Miło było nam u Ciebie, ale musimy kontynuować podróż- powiedział Afei, a Ewre wstał i otrzepał ręce.
-Wielka szkoda. Miło było was ugościć. No ale cóż.. obowiązki to obowiązki.- Sewia próbowała udawać że jej to nie rusza. Nie chciała aby głos jej się załamał. Ale nie było to trudne gdy rozmawiała z Afei. Głupio było jej się przyznać przed samą sobą że nie jest do końca przekonana do Afei. Bała się po prostu powiedzieć że za bardzo go nie lubi.
Po południu wybrali się na krótki spacer po okolicy. Sewia pokazała im swoje ulubione miejsca. Znaleźli po drodze dużo owoców, a Ewre złapał jakieś zwierzę na obiad. Sewia znalazła również ulubione zioła i kwiaty z których robiła niesamowitą herbatę- Perfię, słodką jak czekolada i wspomagającą siły. Spędzili ten dzień jakby miał być ich ostatnim.
Gdy zjedli pyszny obiad, składający się z łupu ze spaceru i pieczonych onimbów, poszli nad rzekę przy chatce i zaczęli pływać, chlapać się wodą i bawić w najlepsze. Zapomnieli o całym świecie, obudzili dziecięcą stronę siebie. Po prostu beztrosko spędzili popołudnie.
Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzont. Sewia prała w rzece swoją sukienkę. Usłyszała głośny trzask między drzewami. Gdy spojrzała w tamtą stronę, nie zobaczyła nic. Wstała i przeszła przez rzekę, kierując się w stronę hałasu, jednak nie zobaczyła tam nic. Nic oprócz małego, trzęsącego się, jeżyka leżącego na boku. Dziewczyna wzięła go na ręce i wyraźnie mu się przyglądnęła. Wyglądał jakby coś go bolało, jednak ona nie widziała żadnych zadrapań ani ran. Rozejrzała się dokoła. Niemożliwe że ten jeden, malutki jeżyk mógł narobić takiego hałasu. Niemożliwe..
Sewia weszła do domu i położyła jeżyka na stole. Biedaczek, wykończony zasnął na jej rękach. Obok stołu, na ziemi ułożyła miękki kocyk a potem wsadziła do niego nowego lokatora. Zaczęła krzątać się po domku. Nie mogła przestać myśleć o hałasie.. Kto mógł go spowodować, skąd wziął się tam jeż i co mu dolegało. Tym czasem słońce powoli chowało się przed światem..
-Biorę kilka owoców i idę poszukać jakiś wskazówek. Nie czekajcie na mnie!- Afei wpadł do pokoju i zanim Sewia zdążyła otworzyć usta, jego już nie było.
-Nareszcie cisza- wszedł jak zwykle opanowany Ewre. Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
-Powoli się ściemnia.. Nie powinien wychodzić o tej porze. Nie zna terenu!- zaczęła się niepokoić
-Spokojnie. Poradzi sobie- uspokoił ją Ewre
Gdy zapadł zmierzch, a na dworze zrobiło się chłodniej, Ewre zapalił w kominku, a Sewia zaparzyła Perfię. W chatce zapanowała magiczna aura. Nawet jeżyk- Gambie, usiadł Sewii na kolanach. Siedzieli tak na fotelach przed kominkiem, blisko siebie i rozmawiali do późnej nocy:
-Nie czujesz się tutaj samotna? - spytał chłopak, pijąc Perfię i grzejąc się
-Czasami.. ale mam sporo ciekawych zajęć więc nie zawsze mam czas o tym myśleć. Z resztą przyzwyczaiłam się. Niewielu Findów mieszka w okolicy, więc nawet nie mogę nic poradzić na moją samotność. Może tak po prostu ma być. Marzę o spotkaniu jakiegoś człowieka.. to by było coś. Może i głupie jest to że wyobrażam sobie z nim przyjaźń, ale nikt mi nie zabroni marzyć.
-Jesteś odważna.. ludzie są fałszywi. Nie wiem czy warto im ufać, a co dopiero przyjaźnić się z nimi. Owszem.. pomóc jasne, no ale też nie mogę za dużo mówić skoro nigdy z człowiekiem nie miałem takiego doświadczenia. Nie raz jakiemuś pomogłem, ale on nawet mnie nie widział. Bo ludzie nie widzą tego piękna. Mają zamknięte oczy na wszystko co ich otacza. Widzą tylko siebie, pieniądze i nic więcej. Nie wierzą ani w nas, ani w magię. Niech żałują.
-Mam trochę inne zdanie- Przerwała mu Sewia- Sądzę że nie każdy człowiek taki jest. My przecież też mamy jakieś złe cechy. Nikt nie jest idealny.Tak czy inaczej, moim marzeniem jest sprawdzić czy mam rację.- uśmiechnęła się, a Ewre odwzajemnił uśmiech.- Właściwie to wyruszacie już nie długo.. ale nadal nie wiecie gdzie i po co?
-Tak jakby. Mamy szukać tych wskazówek. Ale gdzie tu je znaleźć? Dlatego nie poszedłem z Afei.. bo nic nie znajdzie, zobaczysz. Tu trzeba logicznie pomyśleć, a nie biegać po lesie. Drzewa mają mu powiedzieć dokąd my się wybieramy? Czy wyczyta to z układu liści? -zaśmiał się
-Ehh, chciałabym wam pomóc ale nie wiem jak. Fajnie jest tak podróżować.
-Może pójdziesz z nami?- zaśmiał się chłopak
-Może.. chciałabym ale kto zajmie się chatką.. i Gambie.- Sewia zmartwiła się- tak czy inaczej marzę o pewnej podróży
-Czyli, Twój cel jest znany?
-Tak. Moja babcia zawsze powtarzała że sama chciała wyruszyć do stolicy Findów- Nemphis, ale nie mogła. Ja też bym chciała i kiedyś wyruszę. Po drodze, pewnie napotkam wiele przygód, a potem poznam innych Findów i zobaczę Nemphis - powiedziała.
Ewre energicznie wstał, a na jego twarzy malowały się różne emocje: podniecenie i radość.
-Co Ty powiedziałaś!?
-Że chciałabym kiedyś wyruszyć do Nemphis- dziewczyna powtórzyła bardzo powoli- Coś nie tak?
-Gdzie mieszka Twoja babcia?- chłopak sprawiał wrażenie jakby się gdzieś spieszył. Mówił tak gorączkowo, że Gambie schował się pod kocyk.
-No... babcia mieszkała tutaj ze mną. Ale niedawno umarła
-TO JEST TO!
-Słucham?!
-Nie to miałem na myśli.. współczuję z powodu babci. Ale już chyba wiem gdzie idziemy!! Tylko, że Twoja babcia ma pewne potrzebne informacje. Ale nie ma jej z nami.
-Bardzo mi przykro. Nie umiem wam pomóc.
-Już nam pomogłaś!! - Ewre aż mnie podniósł i pocałował w czoło
Nie do końca rozumiałam jak pomogłam, ale cieszyłam się że zwrócił na mnie uwagę. Nie wiedziałam, że to był ostatni normalny dzień w moim życiu...
Obudziła się. Przez okno, do pokoju wdzierały się promienie słoneczne. Drewno wcale nie stanowiło dla nich oporu. Przekradały się każdy szparką, jakby chciały spojrzeć, czy dziewczyna nadal śpi. Ale Sewia już nie spała. Miała tylko zamknięte oczy. Próbowała sobie przypomnieć o czym rozmawiali chłopcy poprzedniej nocy. Ale przypominała sobie tylko fragmenty.
Gdy wypoczęta i uśmiechnięta Sewia otworzyła drzwi, pokój był pusty, więc wyszła przed chatkę. Ewre i Afei siedzieli na ziemi tuż przed strumykiem i spoglądali w dal. Patrzyli na piękny las, rozciągający się na wiele hektarów.
-Dzięń dobry!- krzyknęła Sewia
Oboje odwrócili się w jej stronę i pomachali doń. Afei wstał.
-Sewio, za kilka dni wyruszymy w dalszą podróż. Miło było nam u Ciebie, ale musimy kontynuować podróż- powiedział Afei, a Ewre wstał i otrzepał ręce.
-Wielka szkoda. Miło było was ugościć. No ale cóż.. obowiązki to obowiązki.- Sewia próbowała udawać że jej to nie rusza. Nie chciała aby głos jej się załamał. Ale nie było to trudne gdy rozmawiała z Afei. Głupio było jej się przyznać przed samą sobą że nie jest do końca przekonana do Afei. Bała się po prostu powiedzieć że za bardzo go nie lubi.
Po południu wybrali się na krótki spacer po okolicy. Sewia pokazała im swoje ulubione miejsca. Znaleźli po drodze dużo owoców, a Ewre złapał jakieś zwierzę na obiad. Sewia znalazła również ulubione zioła i kwiaty z których robiła niesamowitą herbatę- Perfię, słodką jak czekolada i wspomagającą siły. Spędzili ten dzień jakby miał być ich ostatnim.
Gdy zjedli pyszny obiad, składający się z łupu ze spaceru i pieczonych onimbów, poszli nad rzekę przy chatce i zaczęli pływać, chlapać się wodą i bawić w najlepsze. Zapomnieli o całym świecie, obudzili dziecięcą stronę siebie. Po prostu beztrosko spędzili popołudnie.
Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzont. Sewia prała w rzece swoją sukienkę. Usłyszała głośny trzask między drzewami. Gdy spojrzała w tamtą stronę, nie zobaczyła nic. Wstała i przeszła przez rzekę, kierując się w stronę hałasu, jednak nie zobaczyła tam nic. Nic oprócz małego, trzęsącego się, jeżyka leżącego na boku. Dziewczyna wzięła go na ręce i wyraźnie mu się przyglądnęła. Wyglądał jakby coś go bolało, jednak ona nie widziała żadnych zadrapań ani ran. Rozejrzała się dokoła. Niemożliwe że ten jeden, malutki jeżyk mógł narobić takiego hałasu. Niemożliwe..
Sewia weszła do domu i położyła jeżyka na stole. Biedaczek, wykończony zasnął na jej rękach. Obok stołu, na ziemi ułożyła miękki kocyk a potem wsadziła do niego nowego lokatora. Zaczęła krzątać się po domku. Nie mogła przestać myśleć o hałasie.. Kto mógł go spowodować, skąd wziął się tam jeż i co mu dolegało. Tym czasem słońce powoli chowało się przed światem..
-Biorę kilka owoców i idę poszukać jakiś wskazówek. Nie czekajcie na mnie!- Afei wpadł do pokoju i zanim Sewia zdążyła otworzyć usta, jego już nie było.
-Nareszcie cisza- wszedł jak zwykle opanowany Ewre. Dziewczyna zaśmiała się nerwowo.
-Powoli się ściemnia.. Nie powinien wychodzić o tej porze. Nie zna terenu!- zaczęła się niepokoić
-Spokojnie. Poradzi sobie- uspokoił ją Ewre
Gdy zapadł zmierzch, a na dworze zrobiło się chłodniej, Ewre zapalił w kominku, a Sewia zaparzyła Perfię. W chatce zapanowała magiczna aura. Nawet jeżyk- Gambie, usiadł Sewii na kolanach. Siedzieli tak na fotelach przed kominkiem, blisko siebie i rozmawiali do późnej nocy:
-Nie czujesz się tutaj samotna? - spytał chłopak, pijąc Perfię i grzejąc się
-Czasami.. ale mam sporo ciekawych zajęć więc nie zawsze mam czas o tym myśleć. Z resztą przyzwyczaiłam się. Niewielu Findów mieszka w okolicy, więc nawet nie mogę nic poradzić na moją samotność. Może tak po prostu ma być. Marzę o spotkaniu jakiegoś człowieka.. to by było coś. Może i głupie jest to że wyobrażam sobie z nim przyjaźń, ale nikt mi nie zabroni marzyć.
-Jesteś odważna.. ludzie są fałszywi. Nie wiem czy warto im ufać, a co dopiero przyjaźnić się z nimi. Owszem.. pomóc jasne, no ale też nie mogę za dużo mówić skoro nigdy z człowiekiem nie miałem takiego doświadczenia. Nie raz jakiemuś pomogłem, ale on nawet mnie nie widział. Bo ludzie nie widzą tego piękna. Mają zamknięte oczy na wszystko co ich otacza. Widzą tylko siebie, pieniądze i nic więcej. Nie wierzą ani w nas, ani w magię. Niech żałują.
-Mam trochę inne zdanie- Przerwała mu Sewia- Sądzę że nie każdy człowiek taki jest. My przecież też mamy jakieś złe cechy. Nikt nie jest idealny.Tak czy inaczej, moim marzeniem jest sprawdzić czy mam rację.- uśmiechnęła się, a Ewre odwzajemnił uśmiech.- Właściwie to wyruszacie już nie długo.. ale nadal nie wiecie gdzie i po co?
-Tak jakby. Mamy szukać tych wskazówek. Ale gdzie tu je znaleźć? Dlatego nie poszedłem z Afei.. bo nic nie znajdzie, zobaczysz. Tu trzeba logicznie pomyśleć, a nie biegać po lesie. Drzewa mają mu powiedzieć dokąd my się wybieramy? Czy wyczyta to z układu liści? -zaśmiał się
-Ehh, chciałabym wam pomóc ale nie wiem jak. Fajnie jest tak podróżować.
-Może pójdziesz z nami?- zaśmiał się chłopak
-Może.. chciałabym ale kto zajmie się chatką.. i Gambie.- Sewia zmartwiła się- tak czy inaczej marzę o pewnej podróży
-Czyli, Twój cel jest znany?
-Tak. Moja babcia zawsze powtarzała że sama chciała wyruszyć do stolicy Findów- Nemphis, ale nie mogła. Ja też bym chciała i kiedyś wyruszę. Po drodze, pewnie napotkam wiele przygód, a potem poznam innych Findów i zobaczę Nemphis - powiedziała.
Ewre energicznie wstał, a na jego twarzy malowały się różne emocje: podniecenie i radość.
-Co Ty powiedziałaś!?
-Że chciałabym kiedyś wyruszyć do Nemphis- dziewczyna powtórzyła bardzo powoli- Coś nie tak?
-Gdzie mieszka Twoja babcia?- chłopak sprawiał wrażenie jakby się gdzieś spieszył. Mówił tak gorączkowo, że Gambie schował się pod kocyk.
-No... babcia mieszkała tutaj ze mną. Ale niedawno umarła
-TO JEST TO!
-Słucham?!
-Nie to miałem na myśli.. współczuję z powodu babci. Ale już chyba wiem gdzie idziemy!! Tylko, że Twoja babcia ma pewne potrzebne informacje. Ale nie ma jej z nami.
-Bardzo mi przykro. Nie umiem wam pomóc.
-Już nam pomogłaś!! - Ewre aż mnie podniósł i pocałował w czoło
Nie do końca rozumiałam jak pomogłam, ale cieszyłam się że zwrócił na mnie uwagę. Nie wiedziałam, że to był ostatni normalny dzień w moim życiu...
piątek, 6 czerwca 2014
Rozdział 3
Słońce zaczęło już wschodzić, więc Sewia wstała z posłania. Miała na sobie zwiewną halkę, jednak ubrała szybko swoją ulubioną sukienkę, a potem wyszła z pokoiku. Ku jej zdziwieniu, na stole leżały świeże owoce na półmisku. Podeszła do stołu. Wyglądały tak apetycznie i tak kolorowo..
-Będę wdzięczny, jeśli usiądziesz Sewio i poczęstujesz się tym co zostało jeszcze ze śniadania- powiedział głos za dziewczyną
-"Zostało"?- Sewia odwróciła się w stronę znajomego jej głosu. To był Afei.- to ile tego było wcześniej? I w ogóle skąd wy macie te owoce. Nie byłam jeszcze poszukiwać ich, a raptem leżą na moim stole!- rzekła z przejęciem
-Natknęliśmy się na skupisko owoców, więc pozbieraliśmy trochę. Ale teraz coś zjedz. Z resztą nie możesz nas wiecznie wykarmiać. Gościmy u ciebie już miesiąc, a ty bez przerwy częstujesz nas swoimi zbiorami. Musimy ci się jakoś odpłacić.
Sewia usiadła i zaczęła jeść. Była widocznie głodna.
-Nie musicie. Robię to z przyjemnością. Powtarzam ci to kolejny raz! Chcę was gościć jak długo zechcecie. Nie wiem co robicie w tych rejonach i czego szukacie. Ale wyglądacie na uczciwych i sympatycznych. Tacy też jesteście, więc nie pytam więcej po co tu jesteście skoro i tak niczego nie mogę się dowiedzieć..- zaczęła Sewia, a Afei usiadł naprzeciw niej.
-Nie mogę ci powiedzieć bo sam nie wiem!
-Czyli nagle przywiał was wiatr i nie macie celu swej wędrówki!- krzyknęła z oburzeniem dziewczyna
-Nie mówię że nie mamy celu! Mówię że go nie znamy- uspokoił ją chłopak
-Drzyjcie się głośniej- wszedł ze stoickim spokojem Ewre
Sewia spojrzała na niego i usiadła, spuszczając wzrok. Afei spojrzał na nią. Wyrwał mu się ściszony śmiech.
-Proszę, proszę..- wstał. -jakie wnioski można teraz wyciągnąć! - zaśmiał się, a Sewia popatrzyła na niego speszona. Zdezorientowany Ewre, spojrzał na przyjaciela
-Nie rozumiem..
-Ewre.. za długo tu gościmy- powiedziała Afei
-No jestem tego samego zdania - odpowiedział chłopak
- A ciebie przepraszam Sewio. Nie potrzebnie podnosiłem głos.
- To ja ..- zaczęła nastolatka
-Nie Sewio, to jest moja wina. My także jesteśmy podenerwowani zaistniałą sytuacją. Nie wiemy w jakim kierunku i do jakiego celu zmierzamy. Ale się dowiemy. Czuję że już nie długo.-powiedział Afei
-W tym celu przybędzie tu jakiś posłaniec?
-Nie..- Ewre się zaśmiał- To tylko w bajeczkach..
-Mamy za zadanie..- zaczął Afei, ale Sewia już go nie słuchała. Patrzyła teraz na Ewre. Wzbudzał w niej nadal to samo uczucie które powstało przy ich pierwszym spotkaniu., Przez cały ich pobyt u niej, wciąż czuła to samo będąc przy chłopaku. Ewre często spoglądał na Sewię. Wtedy ona się peszyła i spuszczała wzrok.
Stał teraz oparty o kominek i nie słuchał Afei. Znał tą część ich zadania. Był więc myślami gdzieś daleko, a rękoma bawił się nie długą złotą nitką.
-...no i są te wskazówki w tych rejonach. Ale nie wiemy gdzie.- kontynuował bez przerwy Afei, nie zważając na to, że nikt go nie słuchał. Z zapartym tchem mówił i mówił. Widać było że to jego żywioł.-...wciąż pytając o co chodzi. No ale nas wysłali. Uwielbiam takie przygody. No i nikt nie powiedział, że będą tu takie miłe i ładne dziewczęta. Gdybym to wiedział, od razu bym wyruszył.-mówił Afei
Ewre dalej był gdzieś daleko mentalnie. Nieobecny uśmiechnął się słabo do siebie, a potem "powrócił na ziemię". Sewia bez przerwy mu się przyglądała. Już się nawet zapomniała i nie robiła tego dyskretnie.
-Afei.. skończ już błagam. Nie widzisz że nikt cię już nie słucha? To ciekawa historia, ale za dużo szczegółów i Sewia pewnie i tak nie dużo zapamiętała..
-Co? - Sewia aż wstała, wyrwana z zadumy. Było to spowodowane że Ewre wypowiedział jej imię drugi raz w życiu. Było to cudowne uczucie dla niej.- to nie prawda! Ja wcale nic takiego nie czuje! - zaprzeczyła dziewczyna
-Yyy.. czego nie czujesz? O czym ty mówisz?- Ewre uśmiechnął się do Sewii - powiedziałem że pewnie nie zrozumiałaś tego co mówi Afei
-O matko. Przepraszam. Zamyśliłam się.. - powiedziała zakłopotana dziewczyna, a chłopcy zaśmiali się
-Najważniejsze z tego co powiedział Afei to to że wysłano nas do wykonania pewnego zadania. Aby dowiedzieć się gdzie mamy iść i co zrobić, musimy znaleźć pewne wskazówki. Jakaś kobieta powinna nam pomóc. Mieszka gdzieś w tych rejonach..
-Ale tu nikt więcej nie mieszka.. - odpowiedziała Sewia
-Gdzieś tu są wskazówki- przerwał jej Ewre. - I my musimy je znaleźć. A i mężczyzna.. po drodze mamy spotkać jakiegoś mężczyznę, który dawno temu zaginął. On też być może nam pomoże, albo tylko ugości. Jedno jest pewne.. jest nam potrzebny. Znasz go może?- spojrzał na Sewię. Miał takie ciemne i głębokie oczy. Dziewczyna zatracała się w nich, gdy na niego patrzyła.- Yyy.. Sewia?
-Tak tak! Nie! Znaczy no nie znam ich- odpowiedziała marzycielskim głosem..- Nie, nie kojarzę takich Findów.
-W takim razie, będziemy musieli się bardziej postarać- wtrącił Afei
-Może mogę wam jeszcze jakoś pomóc?
-Na razie nie.. cóż.
-A może wiecie coś więcej? Na prawdę chcę pomóc..
-Nie- powiedział Ewre- A nie czekaj.. jeszcze jeden szczegół o którym zapomnieliśmy. Tak kobieta mieszka z wnuczką.
-Eh..- zamyśliła się na chwilę, a potem dodała -dalej nie wiem.. Bardzo mi przykro..
Ale coś jej to mówiło. "Kobieta, zaginiony mężczyzna i wnuczka".. Były to trzy słowa które miały jakieś powiązania, ale ona jeszcze tego nie rozumiała. Jedyne co teraz wiedziała na pewno, to to że się zakochała. Zakochała się. Tak. To uczucie które powodowało że wariowała w pobliżu Ewre, nazywało się miłością. Miłością, która miała nie długo odmienić jej życie..
-Będę wdzięczny, jeśli usiądziesz Sewio i poczęstujesz się tym co zostało jeszcze ze śniadania- powiedział głos za dziewczyną
-"Zostało"?- Sewia odwróciła się w stronę znajomego jej głosu. To był Afei.- to ile tego było wcześniej? I w ogóle skąd wy macie te owoce. Nie byłam jeszcze poszukiwać ich, a raptem leżą na moim stole!- rzekła z przejęciem
-Natknęliśmy się na skupisko owoców, więc pozbieraliśmy trochę. Ale teraz coś zjedz. Z resztą nie możesz nas wiecznie wykarmiać. Gościmy u ciebie już miesiąc, a ty bez przerwy częstujesz nas swoimi zbiorami. Musimy ci się jakoś odpłacić.
Sewia usiadła i zaczęła jeść. Była widocznie głodna.
-Nie musicie. Robię to z przyjemnością. Powtarzam ci to kolejny raz! Chcę was gościć jak długo zechcecie. Nie wiem co robicie w tych rejonach i czego szukacie. Ale wyglądacie na uczciwych i sympatycznych. Tacy też jesteście, więc nie pytam więcej po co tu jesteście skoro i tak niczego nie mogę się dowiedzieć..- zaczęła Sewia, a Afei usiadł naprzeciw niej.
-Nie mogę ci powiedzieć bo sam nie wiem!
-Czyli nagle przywiał was wiatr i nie macie celu swej wędrówki!- krzyknęła z oburzeniem dziewczyna
-Nie mówię że nie mamy celu! Mówię że go nie znamy- uspokoił ją chłopak
-Drzyjcie się głośniej- wszedł ze stoickim spokojem Ewre
Sewia spojrzała na niego i usiadła, spuszczając wzrok. Afei spojrzał na nią. Wyrwał mu się ściszony śmiech.
-Proszę, proszę..- wstał. -jakie wnioski można teraz wyciągnąć! - zaśmiał się, a Sewia popatrzyła na niego speszona. Zdezorientowany Ewre, spojrzał na przyjaciela
-Nie rozumiem..
-Ewre.. za długo tu gościmy- powiedziała Afei
-No jestem tego samego zdania - odpowiedział chłopak
- A ciebie przepraszam Sewio. Nie potrzebnie podnosiłem głos.
- To ja ..- zaczęła nastolatka
-Nie Sewio, to jest moja wina. My także jesteśmy podenerwowani zaistniałą sytuacją. Nie wiemy w jakim kierunku i do jakiego celu zmierzamy. Ale się dowiemy. Czuję że już nie długo.-powiedział Afei
-W tym celu przybędzie tu jakiś posłaniec?
-Nie..- Ewre się zaśmiał- To tylko w bajeczkach..
-Mamy za zadanie..- zaczął Afei, ale Sewia już go nie słuchała. Patrzyła teraz na Ewre. Wzbudzał w niej nadal to samo uczucie które powstało przy ich pierwszym spotkaniu., Przez cały ich pobyt u niej, wciąż czuła to samo będąc przy chłopaku. Ewre często spoglądał na Sewię. Wtedy ona się peszyła i spuszczała wzrok.
Stał teraz oparty o kominek i nie słuchał Afei. Znał tą część ich zadania. Był więc myślami gdzieś daleko, a rękoma bawił się nie długą złotą nitką.
-...no i są te wskazówki w tych rejonach. Ale nie wiemy gdzie.- kontynuował bez przerwy Afei, nie zważając na to, że nikt go nie słuchał. Z zapartym tchem mówił i mówił. Widać było że to jego żywioł.-...wciąż pytając o co chodzi. No ale nas wysłali. Uwielbiam takie przygody. No i nikt nie powiedział, że będą tu takie miłe i ładne dziewczęta. Gdybym to wiedział, od razu bym wyruszył.-mówił Afei
Ewre dalej był gdzieś daleko mentalnie. Nieobecny uśmiechnął się słabo do siebie, a potem "powrócił na ziemię". Sewia bez przerwy mu się przyglądała. Już się nawet zapomniała i nie robiła tego dyskretnie.
-Afei.. skończ już błagam. Nie widzisz że nikt cię już nie słucha? To ciekawa historia, ale za dużo szczegółów i Sewia pewnie i tak nie dużo zapamiętała..
-Co? - Sewia aż wstała, wyrwana z zadumy. Było to spowodowane że Ewre wypowiedział jej imię drugi raz w życiu. Było to cudowne uczucie dla niej.- to nie prawda! Ja wcale nic takiego nie czuje! - zaprzeczyła dziewczyna
-Yyy.. czego nie czujesz? O czym ty mówisz?- Ewre uśmiechnął się do Sewii - powiedziałem że pewnie nie zrozumiałaś tego co mówi Afei
-O matko. Przepraszam. Zamyśliłam się.. - powiedziała zakłopotana dziewczyna, a chłopcy zaśmiali się
-Najważniejsze z tego co powiedział Afei to to że wysłano nas do wykonania pewnego zadania. Aby dowiedzieć się gdzie mamy iść i co zrobić, musimy znaleźć pewne wskazówki. Jakaś kobieta powinna nam pomóc. Mieszka gdzieś w tych rejonach..
-Ale tu nikt więcej nie mieszka.. - odpowiedziała Sewia
-Gdzieś tu są wskazówki- przerwał jej Ewre. - I my musimy je znaleźć. A i mężczyzna.. po drodze mamy spotkać jakiegoś mężczyznę, który dawno temu zaginął. On też być może nam pomoże, albo tylko ugości. Jedno jest pewne.. jest nam potrzebny. Znasz go może?- spojrzał na Sewię. Miał takie ciemne i głębokie oczy. Dziewczyna zatracała się w nich, gdy na niego patrzyła.- Yyy.. Sewia?
-Tak tak! Nie! Znaczy no nie znam ich- odpowiedziała marzycielskim głosem..- Nie, nie kojarzę takich Findów.
-W takim razie, będziemy musieli się bardziej postarać- wtrącił Afei
-Może mogę wam jeszcze jakoś pomóc?
-Na razie nie.. cóż.
-A może wiecie coś więcej? Na prawdę chcę pomóc..
-Nie- powiedział Ewre- A nie czekaj.. jeszcze jeden szczegół o którym zapomnieliśmy. Tak kobieta mieszka z wnuczką.
-Eh..- zamyśliła się na chwilę, a potem dodała -dalej nie wiem.. Bardzo mi przykro..
Ale coś jej to mówiło. "Kobieta, zaginiony mężczyzna i wnuczka".. Były to trzy słowa które miały jakieś powiązania, ale ona jeszcze tego nie rozumiała. Jedyne co teraz wiedziała na pewno, to to że się zakochała. Zakochała się. Tak. To uczucie które powodowało że wariowała w pobliżu Ewre, nazywało się miłością. Miłością, która miała nie długo odmienić jej życie..
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział 2
Sewia spojrzała na drzewo. Jedna część odłamała się, ukazując środek drzewa. Dziewczyna oparła się o korę i zmachana, osunęła się w dół. Las był gęsty, drzewa zasłaniały każdy promień słońca. Po prostu wokół było bardzo zielono. Ciemn zielono. Była już przyzwyczajona po szesnastu latach mieszkania w tej części lasu do takiego widoku. Od śmierci babci minęło pół roku, więc Sewia została zupełnie sama, a w życiu widziała nie więcej niż czterech Findów. To spowodowało że bez przerwy chodziła tymi samymi ścieżkami, a zamiast rozmowy z przyjaciółmi, mówiła do roślin. Lecz nie była przy tym samotna. Findowie sami uczą się wielu rzeczy, bo przychodzą one naturalnie w swoim czasie. Niektóre rzeczy natomiast, odróżnia się jako talenty, czyli bardzo rzadkie umiejętności. I właśnie umiejętność rozmowy z roślinami to była ta pierwsza grupa. Sewia znienacka i tak naturalnie zaczęła rozmawiać z drzewami, kwiatami, mchami, wyczuwając każdy ich ruch, drgnięcie czy szept. A umiejętność ta wykształciła się jeszcze bardziej z powodu braku możliwości kontaktów międzyfindowych.
Dziewczyna leżała oparta o drzewo, rozmyślając nad pomysłem posprzątania i odnowienia chatki, gdy nagle usłyszała chichot i oraz bliższe szepty. Sparaliżowana strachem i zdziwieniem że jakaś istota ludzka jest właśnie w pobliżu, cichutko i delikatnie wstała, nadal opierając się o korę. Była przerażona. Jak dotąd nie miała okazji dowiedzieć się zbyt dużo o Findach, a co dopiero o ludziach! Odwróciła się nadal przytrzymując się drewna i oparłszy dłonie na drzewie, zgrabnie wyjrzała po za drzewo. Nie widziała ich dokładnie gdyż byli za daleko, ale już wiedziała że to Findowie, a nie ludzie. Z czasem gdy ich szepty były bliżej, a kroki słychać było donioślej, rozpoznała że byli to dwaj młodzi mężczyźni.
-Idziemy już taki szmat drogi, kolejny dzień, a tu ani śladu po jakimś Findzie - rzekł jeden z mężczyzn.
-Masz racje. Ciekawe zjawisko. Zastanawiam się, czy istnieją jacyś Findowie w tych rejonach.
-Przecież wiadomo nam że istnieją. Ale z racji większej ilości ludzi w pobliżu, ukryci są zręczniej niż nam się wydawało.
-Czyli myślisz że spotkamy kogoś w końcu?
-Do jutra tak. Mam taką nadzieję. Słuchaj nie jestem tego taki pewien. Owszem byłem w większej ilości miejsc niż ty, ale tutaj jeszcze nigdy.
-No a nie mogłeś więcej poczytać na ten temat? Ja nawet nie wiem jak się te rejony nazywają. Jak dotąd nie byłem po za naszymi terenami. A tak przy okazji to jestem głodny. Moglibyśmy coś zjeść.
-Masz rację. Już nam wyczaruję pieczonego dzika i zapiekane onimby.
-Przestań.. nie musisz się wymądrzać. Tylko myślę że musimy zdobyć więcej sił na dalszą wędrówkę. To tyle. A ty od razu wyskakujesz ze swoimi ripostami.
-Dajmy sobie spokój. Ja też jestem głodny. Mam ochotę wziąć kąpiel i przekąsić tego dzika.
-Ja też. Narobiłeś nam smaka.
-Ale niestety nie ma go tutaj, więc może wróćmy do rzeczywistości i przestańmy marzyć.
A potem nastała cisza. Sewia zasłuchała się w rozmowę i nie zauważyła gdy przybysze zbliżyli się za bardzo do drzewa.
-Odpocznijmy.. proszę.- powiedział drugi kompan
-Nie, lepiej nie. Chodźmy dalej.
Sewia oprzytomniała i zbyt szybko ruszyła od drzewa.
"Usłyszeli mnie..."
Zaczęła biec, jednak chłopak był szybszy. Złapał ją i ścisnął mocno za rękę, ale po chwili wypuścił dziewczynę.
-Przepraszam najmocniej. Myślałem że jesteś jakimś szpiegiem. Przepraszam.
-Nic się nie stało.. Nic. Jesteście Findami? -spytałam
-Hahaha no a nie widać?- odpowiedział pytaniem chłopak
-Nigdy nie miałam do czynienia z wieloma Findami więc chciałam się tylko upewnić.- powiedziała
-Afei, znów odpowiadasz ironicznie. Przecież to dziewczyna. Szacunek się należy! Prawda?- zwrócił się do mnie drugi młodzieniec który wyszedł zza drzewa.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi, a potem zarumieniona, opuściła głowę. Nie widział tego.
-Wybacz mi. -uśmiechnął się do mnie pierwszy chłopak a ja to odwzajemniłam - mieszkasz tu gdzieś niedaleko?
-Tak. Kilka metrów stąd mam swój domek. Możecie u mnie zostać ile chcecie. Znajdę także może coś do jedzenia. Słyszałam że jesteście głodni. - zarumieniłam się powtórnie, uświadamiając sobie że oznajmiłam właśnie, iż podsłuchiwałam
-Super. Dziękujemy ci bardzo panienko. Ratujesz nam życie. Spadłaś nam jak z nieba,... yyy
-Sewia..
-Sewio..
-To nic takiego. Naprawdę. Cieszę się że mogę wam pomóc.
-Chodźmy już. Jestem głodny jak wilk!- przerwał nam drugi mężczyzna, a potem ruszyliśmy w ciszy.
-Wejdźcie. Wybaczcie mi, ale domek jest malutki. Nie jestem bardzo bogata gdyż mieszkałam tylko z babcią. Pół roku temu odeszła.- nastała cisza- mam tutaj dwa malutkie pokoiki. Jeden jest mój, a drugi będzie wasz. Mam nadzieję że będzie wam tu dobrze.
Usiedli przy kominku, a Sewia przygotowała wieczerzę. Potem usiadła razem z nimi. Gdy zjedli, zaczęli rozmawiać.
-Ja nazywam się Afei i mam 19 lat. A ten głodny to Ewre. I ma 17 lat. A ty?
-Jestem Sewia co już wiecie i mam 16 lat. Czego tutaj szukacie?
-Ehh.. na razie sami dokładnie jeszcze nie wiemy.- odpowiedział Ewre.
-Kąpiesz się w tej rzeczce przed domkiem?- spytał Afei
-Tak.. woda w niej jest nieskazitelnie czysta i łagodna.
-Czyli mógłbym..?
-Haha oczywiście! Mam tu lniane ręczniki. Jeden dla ciebie i drugi dla towarzysza.
-Dzięki- odpowiedział Afei
-Dziękuję- zawtórował mu Ewre
Gdy Afei wyszedł aby się ukąpać, Sewia została w domu z Ewre. Zaczęła sprzątać ze stołu, aby potem móc umyć naczynia w rzeczce. Wyciągnęła nowe koce i podała Ewre. Spojrzała na jego twarz. Jego oczy były zamyślone. Gdzieś daleko. Miał zwróconą głowę w kierunku kominka więc ogień oświetlał mu twarz. Wyglądał tak niesamowicie. Miał przystrzyżone delikatnie, włosy, o kolorze kasztanowym. Skórę opaloną i piękną posturę. Był nieziemsko przystojny. Gdy się odwrócił do Sewii i sięgnął w ciszy po koce, delikatnie musnął opuszkami palców, dłoni dziewczyny. Sewia poczuła wtedy coś czego jeszcze w życiu nie czuła. Nagle jej świat wywrócił się do góry nogami. Nie mogła przestać na niego patrzeć. Był taki piękny. Jeszcze nigdy w życiu czegoś takiego nie czuła...
Dziewczyna leżała oparta o drzewo, rozmyślając nad pomysłem posprzątania i odnowienia chatki, gdy nagle usłyszała chichot i oraz bliższe szepty. Sparaliżowana strachem i zdziwieniem że jakaś istota ludzka jest właśnie w pobliżu, cichutko i delikatnie wstała, nadal opierając się o korę. Była przerażona. Jak dotąd nie miała okazji dowiedzieć się zbyt dużo o Findach, a co dopiero o ludziach! Odwróciła się nadal przytrzymując się drewna i oparłszy dłonie na drzewie, zgrabnie wyjrzała po za drzewo. Nie widziała ich dokładnie gdyż byli za daleko, ale już wiedziała że to Findowie, a nie ludzie. Z czasem gdy ich szepty były bliżej, a kroki słychać było donioślej, rozpoznała że byli to dwaj młodzi mężczyźni.
-Idziemy już taki szmat drogi, kolejny dzień, a tu ani śladu po jakimś Findzie - rzekł jeden z mężczyzn.
-Masz racje. Ciekawe zjawisko. Zastanawiam się, czy istnieją jacyś Findowie w tych rejonach.
-Przecież wiadomo nam że istnieją. Ale z racji większej ilości ludzi w pobliżu, ukryci są zręczniej niż nam się wydawało.
-Czyli myślisz że spotkamy kogoś w końcu?
-Do jutra tak. Mam taką nadzieję. Słuchaj nie jestem tego taki pewien. Owszem byłem w większej ilości miejsc niż ty, ale tutaj jeszcze nigdy.
-No a nie mogłeś więcej poczytać na ten temat? Ja nawet nie wiem jak się te rejony nazywają. Jak dotąd nie byłem po za naszymi terenami. A tak przy okazji to jestem głodny. Moglibyśmy coś zjeść.
-Masz rację. Już nam wyczaruję pieczonego dzika i zapiekane onimby.
-Przestań.. nie musisz się wymądrzać. Tylko myślę że musimy zdobyć więcej sił na dalszą wędrówkę. To tyle. A ty od razu wyskakujesz ze swoimi ripostami.
-Dajmy sobie spokój. Ja też jestem głodny. Mam ochotę wziąć kąpiel i przekąsić tego dzika.
-Ja też. Narobiłeś nam smaka.
-Ale niestety nie ma go tutaj, więc może wróćmy do rzeczywistości i przestańmy marzyć.
A potem nastała cisza. Sewia zasłuchała się w rozmowę i nie zauważyła gdy przybysze zbliżyli się za bardzo do drzewa.
-Odpocznijmy.. proszę.- powiedział drugi kompan
-Nie, lepiej nie. Chodźmy dalej.
Sewia oprzytomniała i zbyt szybko ruszyła od drzewa.
"Usłyszeli mnie..."
Zaczęła biec, jednak chłopak był szybszy. Złapał ją i ścisnął mocno za rękę, ale po chwili wypuścił dziewczynę.
-Przepraszam najmocniej. Myślałem że jesteś jakimś szpiegiem. Przepraszam.
-Nic się nie stało.. Nic. Jesteście Findami? -spytałam
-Hahaha no a nie widać?- odpowiedział pytaniem chłopak
-Nigdy nie miałam do czynienia z wieloma Findami więc chciałam się tylko upewnić.- powiedziała
-Afei, znów odpowiadasz ironicznie. Przecież to dziewczyna. Szacunek się należy! Prawda?- zwrócił się do mnie drugi młodzieniec który wyszedł zza drzewa.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi, a potem zarumieniona, opuściła głowę. Nie widział tego.
-Wybacz mi. -uśmiechnął się do mnie pierwszy chłopak a ja to odwzajemniłam - mieszkasz tu gdzieś niedaleko?
-Tak. Kilka metrów stąd mam swój domek. Możecie u mnie zostać ile chcecie. Znajdę także może coś do jedzenia. Słyszałam że jesteście głodni. - zarumieniłam się powtórnie, uświadamiając sobie że oznajmiłam właśnie, iż podsłuchiwałam
-Super. Dziękujemy ci bardzo panienko. Ratujesz nam życie. Spadłaś nam jak z nieba,... yyy
-Sewia..
-Sewio..
-To nic takiego. Naprawdę. Cieszę się że mogę wam pomóc.
-Chodźmy już. Jestem głodny jak wilk!- przerwał nam drugi mężczyzna, a potem ruszyliśmy w ciszy.
-Wejdźcie. Wybaczcie mi, ale domek jest malutki. Nie jestem bardzo bogata gdyż mieszkałam tylko z babcią. Pół roku temu odeszła.- nastała cisza- mam tutaj dwa malutkie pokoiki. Jeden jest mój, a drugi będzie wasz. Mam nadzieję że będzie wam tu dobrze.
Usiedli przy kominku, a Sewia przygotowała wieczerzę. Potem usiadła razem z nimi. Gdy zjedli, zaczęli rozmawiać.
-Ja nazywam się Afei i mam 19 lat. A ten głodny to Ewre. I ma 17 lat. A ty?
-Jestem Sewia co już wiecie i mam 16 lat. Czego tutaj szukacie?
-Ehh.. na razie sami dokładnie jeszcze nie wiemy.- odpowiedział Ewre.
-Kąpiesz się w tej rzeczce przed domkiem?- spytał Afei
-Tak.. woda w niej jest nieskazitelnie czysta i łagodna.
-Czyli mógłbym..?
-Haha oczywiście! Mam tu lniane ręczniki. Jeden dla ciebie i drugi dla towarzysza.
-Dzięki- odpowiedział Afei
-Dziękuję- zawtórował mu Ewre
Gdy Afei wyszedł aby się ukąpać, Sewia została w domu z Ewre. Zaczęła sprzątać ze stołu, aby potem móc umyć naczynia w rzeczce. Wyciągnęła nowe koce i podała Ewre. Spojrzała na jego twarz. Jego oczy były zamyślone. Gdzieś daleko. Miał zwróconą głowę w kierunku kominka więc ogień oświetlał mu twarz. Wyglądał tak niesamowicie. Miał przystrzyżone delikatnie, włosy, o kolorze kasztanowym. Skórę opaloną i piękną posturę. Był nieziemsko przystojny. Gdy się odwrócił do Sewii i sięgnął w ciszy po koce, delikatnie musnął opuszkami palców, dłoni dziewczyny. Sewia poczuła wtedy coś czego jeszcze w życiu nie czuła. Nagle jej świat wywrócił się do góry nogami. Nie mogła przestać na niego patrzeć. Był taki piękny. Jeszcze nigdy w życiu czegoś takiego nie czuła...
poniedziałek, 19 maja 2014
Rozdział 1
To wcale nie działo się sto lat temu. To wcale nie działo się za górami, za lasami ani nie miało miejsca w innym świecie. To dzieje się tu i teraz, oni istnieją naprawdę i są gotowi pomóc ci w każdym momencie. Findowie istnieją naprawdę...
Sewia siedziała na swojej ulubionej ławeczce pośrodku lasu. Słońce powoli zachodziło, a ona siedziała sama w małej altance z drzew i oglądała to niesamowite przedstawienie obumierającego słońca, które rano znów wypełni się życiem, które po raz kolejny jak feniks- powstanie z popiołów.
Wokół dziewczyny rozpościerał się gęsty las ze złotymi liśćmi, gdyż była to jesień, najpiękniejsza z pór roku jakie istniały w wymiarze Findów.
Sewia wstała. Wiatr delikatnie poruszał jej pięknymi, brązowymi włosami. Sprawiała wrażenie najpiękniejszej dziewczyny na Ziemi. Miała śliczną, jasno zieloną, przewiewną sukienkę, która wyglądała jakby była zrobiona z materiału tak delikatnego, że po jej muśnięciu, sukienka mogłaby się rozlecieć. Na nogach miała delikatne, zielone pantofelki z białym, włochatym pomponikiem. Uśmiechała się, pokazując swoje niesamowite, białe zęby. Miała oczy koloru zielonego co podkreślało jej strój. Wyglądała cudownie.
Nastolatka ruszyła szybkim i zgrabnym krokiem, prawie nie dotykając ziemi. Szła, pośród pięknych drzew, które piętrzyły się wysoko. Po drodze spotykała różne zwierzęta, te które my ludzie znamy bardzo dobrze i te które były nam ludziom nieznane.
Spojrzała przed siebie. Las był bardzo głęboki i niezwykle piękny. Wędrówki po nim, były dla niej wielką przyjemnością. Jednak teraz zbliżał się wieczór i wolała przekroczyć próg domu, przed zmrokiem. Powoli jednak zmierzch zapadał, a ona nadal miałam jeszcze do pokonania pewien odcinek. Gdy tak sobie wędrowała, lubiła rozmyślać nad różnymi rzeczami. W domu nie miała czasu na takie rzeczy. Musiała pomagać swojej babci. Ale bardzo ją kochała. Rodziców natomiast nigdy nie poznała.
Przed nią rozciągał się już stary zielony las, który był przedzielony na pół rzeczką. Wokół pełno było już drzew zwyczajnych, a jednak pięknych. Były ogromne, o ciemnych odcieniach. Po drugiej stronie, dla spostrzegawczych stała mała chatka zrobiona z materiałów leśnych. Zlewała się z lasem. Była trochę zniszczona, ale taka urocza.. Wyglądała jak skupisko starych roślin. Wtapiała się w ciemny krajobraz lasu. Ale Sewia doskonale wiedziała gdzie chatka stoi, bo to tam właśnie mieszkała ze swoją ukochaną babcią.
Usiadła wygodnie przy małym kominku, tuż obok babci w bujanym fotelu. Chatka była w środku malutka, lecz przytulna i śliczna. Niestety czas naderwał niektóre fragmenty budowli, które następie zostały pozalepiane przez dziadka. Ale dziadek wybrał się daleko w podróż i nie wrócił.
-Babciu, opowiedz mi moją ulubioną opowieść o Findach.
-Słyszałaś ją już tyle razy maleńka.
-Błagam babciu. Tak mało Findów mieszka w naszej okolicy. Marzę aby zamieszkać wśród nich. Uwielbiam Findów. Opowiedz mi raz jeszcze. Może i ja kiedyś będę mogła ją komuś opowiedzieć
-Findowie to leśne istoty, które pochodzą od elfów i wróżek. Są piękne, wtapiają się w barwy lasu, są wzrostu ludzi i łudząco do nich podobne. Jednak wiele cech mają odrębnych, dlatego są inną rasą. Mieszkają w większości w lesie. Znają ludzi, jednak niewielu ludzi zna ich. Tylko człowiek wierzący w straszne stwory, magię i czary może zobaczyć krainę wraz z jej mieszkańcami. Findowie słyną z pomagania ludziom, a niektórzy z robienia im psikusów. Findem jesteś ty, moja droga. I ja.. Mamy gdzieś na świecie swoją stolicę - Nemphis. Nigdy tam nie byłam niestety, ale gdy byłam w twoim wieku, marzyłam o odwiedzeniu tej krainy. Jako jedyna część naszego świata, nie znajduje się w lesie. Przynajmniej jej kawałek.
Nemphis to podobno niesamowita kraina. Findowie pochodzący stamtąd to w większości dobrze urodzeni i bogaci. Kraina jest pełna bogactw i magii. Ale w Nemphis są także miejsca magiczne które nie różnią się znacząco od naszych rodzinnych wiosek.
-A czy ja mam szansę tam właśnie się znaleźć?
-Marzenia się spełniają Sewia, życzę ci aby i twoje się spełniły. Drogie dziecko. Stajesz się już młodą kobietką, a właściwie nią jesteś. Ja już niestety jestem stara i moje dni są policzone. Czuję się coraz gorzej i wiem że kiedy mnie zabraknie, ty zostaniesz sama. Proszę cię kochana, dbaj o to miejsce. Pielęgnuj ten domek i tą okolicę. A jeśli ci się uda to spełnisz swoje marzenia oraz odwiedzisz Nemphis. W drodze do miasta, mamy rodzinę. Kilka osób porozrzucanych po naszym wymiarze. Mam nadzieję że odnajdziesz ich i poznasz bliżej. Twoi rodzice wątpili w ich istnienie. Ale ja wiem że oni są tam gdzieś i jak to Findowie.. pomogą ci.
-Nie martw się, znajdę ich i...
-Ach i jeszcze jedno.. Ja wiem że dawno, dawno temu dziadek zaginął. Ale wierzę że nadal żyje i gdzieś tam podczas wędrówki go odnajdziesz. Bo to pewne że wyruszysz w przygodę. Jesteś taka podobna do mnie ale.. ale mi zabrakło odwagi i otuchy. Nikt mnie nie motywował, a gdy chciałam iść było już za późno. Urodziłam twoją mamę i musiałam zostać na miejscu. Zrób to dla mnie, i (wiem że on nadal żyje), powiedz mu że tęsknię i kocham go. Gdy go odnajdziesz, i w ogóle jeśli, to ja już pewnie będę po drugiej stronie świata. Powiedz mu też że czekam na niego tam, w zaświatach gdzie będziemy mogli..- babcia zakaszlała i zaczęła się krztusić, była już bardzo pomarszczoną staruszką, wyglądała na szczęśliwą osobę która żyła na skraju dwóch światów-...będziemy już na zaw.. na zawsze szczęśliwi, razem.
-Dobrze babciu- wyszeptałam, a ona zasnęła na bujanym fotelu.
Zasnęła na swoim ulubionym, bujanym fotelu. W swoim ulubionym miejscu przy kominku, w swojej ukochanej chatce z ukochaną wnuczką... zasnęła i nie obudziła się już nigdy. Umarła szczęśliwa.
Sewia siedziała na swojej ulubionej ławeczce pośrodku lasu. Słońce powoli zachodziło, a ona siedziała sama w małej altance z drzew i oglądała to niesamowite przedstawienie obumierającego słońca, które rano znów wypełni się życiem, które po raz kolejny jak feniks- powstanie z popiołów.
Wokół dziewczyny rozpościerał się gęsty las ze złotymi liśćmi, gdyż była to jesień, najpiękniejsza z pór roku jakie istniały w wymiarze Findów.
Sewia wstała. Wiatr delikatnie poruszał jej pięknymi, brązowymi włosami. Sprawiała wrażenie najpiękniejszej dziewczyny na Ziemi. Miała śliczną, jasno zieloną, przewiewną sukienkę, która wyglądała jakby była zrobiona z materiału tak delikatnego, że po jej muśnięciu, sukienka mogłaby się rozlecieć. Na nogach miała delikatne, zielone pantofelki z białym, włochatym pomponikiem. Uśmiechała się, pokazując swoje niesamowite, białe zęby. Miała oczy koloru zielonego co podkreślało jej strój. Wyglądała cudownie.
Nastolatka ruszyła szybkim i zgrabnym krokiem, prawie nie dotykając ziemi. Szła, pośród pięknych drzew, które piętrzyły się wysoko. Po drodze spotykała różne zwierzęta, te które my ludzie znamy bardzo dobrze i te które były nam ludziom nieznane.
Spojrzała przed siebie. Las był bardzo głęboki i niezwykle piękny. Wędrówki po nim, były dla niej wielką przyjemnością. Jednak teraz zbliżał się wieczór i wolała przekroczyć próg domu, przed zmrokiem. Powoli jednak zmierzch zapadał, a ona nadal miałam jeszcze do pokonania pewien odcinek. Gdy tak sobie wędrowała, lubiła rozmyślać nad różnymi rzeczami. W domu nie miała czasu na takie rzeczy. Musiała pomagać swojej babci. Ale bardzo ją kochała. Rodziców natomiast nigdy nie poznała.
Przed nią rozciągał się już stary zielony las, który był przedzielony na pół rzeczką. Wokół pełno było już drzew zwyczajnych, a jednak pięknych. Były ogromne, o ciemnych odcieniach. Po drugiej stronie, dla spostrzegawczych stała mała chatka zrobiona z materiałów leśnych. Zlewała się z lasem. Była trochę zniszczona, ale taka urocza.. Wyglądała jak skupisko starych roślin. Wtapiała się w ciemny krajobraz lasu. Ale Sewia doskonale wiedziała gdzie chatka stoi, bo to tam właśnie mieszkała ze swoją ukochaną babcią.
Usiadła wygodnie przy małym kominku, tuż obok babci w bujanym fotelu. Chatka była w środku malutka, lecz przytulna i śliczna. Niestety czas naderwał niektóre fragmenty budowli, które następie zostały pozalepiane przez dziadka. Ale dziadek wybrał się daleko w podróż i nie wrócił.
-Babciu, opowiedz mi moją ulubioną opowieść o Findach.
-Słyszałaś ją już tyle razy maleńka.
-Błagam babciu. Tak mało Findów mieszka w naszej okolicy. Marzę aby zamieszkać wśród nich. Uwielbiam Findów. Opowiedz mi raz jeszcze. Może i ja kiedyś będę mogła ją komuś opowiedzieć
-Findowie to leśne istoty, które pochodzą od elfów i wróżek. Są piękne, wtapiają się w barwy lasu, są wzrostu ludzi i łudząco do nich podobne. Jednak wiele cech mają odrębnych, dlatego są inną rasą. Mieszkają w większości w lesie. Znają ludzi, jednak niewielu ludzi zna ich. Tylko człowiek wierzący w straszne stwory, magię i czary może zobaczyć krainę wraz z jej mieszkańcami. Findowie słyną z pomagania ludziom, a niektórzy z robienia im psikusów. Findem jesteś ty, moja droga. I ja.. Mamy gdzieś na świecie swoją stolicę - Nemphis. Nigdy tam nie byłam niestety, ale gdy byłam w twoim wieku, marzyłam o odwiedzeniu tej krainy. Jako jedyna część naszego świata, nie znajduje się w lesie. Przynajmniej jej kawałek.
Nemphis to podobno niesamowita kraina. Findowie pochodzący stamtąd to w większości dobrze urodzeni i bogaci. Kraina jest pełna bogactw i magii. Ale w Nemphis są także miejsca magiczne które nie różnią się znacząco od naszych rodzinnych wiosek.
-A czy ja mam szansę tam właśnie się znaleźć?
-Marzenia się spełniają Sewia, życzę ci aby i twoje się spełniły. Drogie dziecko. Stajesz się już młodą kobietką, a właściwie nią jesteś. Ja już niestety jestem stara i moje dni są policzone. Czuję się coraz gorzej i wiem że kiedy mnie zabraknie, ty zostaniesz sama. Proszę cię kochana, dbaj o to miejsce. Pielęgnuj ten domek i tą okolicę. A jeśli ci się uda to spełnisz swoje marzenia oraz odwiedzisz Nemphis. W drodze do miasta, mamy rodzinę. Kilka osób porozrzucanych po naszym wymiarze. Mam nadzieję że odnajdziesz ich i poznasz bliżej. Twoi rodzice wątpili w ich istnienie. Ale ja wiem że oni są tam gdzieś i jak to Findowie.. pomogą ci.
-Nie martw się, znajdę ich i...
-Ach i jeszcze jedno.. Ja wiem że dawno, dawno temu dziadek zaginął. Ale wierzę że nadal żyje i gdzieś tam podczas wędrówki go odnajdziesz. Bo to pewne że wyruszysz w przygodę. Jesteś taka podobna do mnie ale.. ale mi zabrakło odwagi i otuchy. Nikt mnie nie motywował, a gdy chciałam iść było już za późno. Urodziłam twoją mamę i musiałam zostać na miejscu. Zrób to dla mnie, i (wiem że on nadal żyje), powiedz mu że tęsknię i kocham go. Gdy go odnajdziesz, i w ogóle jeśli, to ja już pewnie będę po drugiej stronie świata. Powiedz mu też że czekam na niego tam, w zaświatach gdzie będziemy mogli..- babcia zakaszlała i zaczęła się krztusić, była już bardzo pomarszczoną staruszką, wyglądała na szczęśliwą osobę która żyła na skraju dwóch światów-...będziemy już na zaw.. na zawsze szczęśliwi, razem.
-Dobrze babciu- wyszeptałam, a ona zasnęła na bujanym fotelu.
Zasnęła na swoim ulubionym, bujanym fotelu. W swoim ulubionym miejscu przy kominku, w swojej ukochanej chatce z ukochaną wnuczką... zasnęła i nie obudziła się już nigdy. Umarła szczęśliwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)