Translate

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 2

     Sewia spojrzała na drzewo. Jedna część odłamała się, ukazując środek drzewa. Dziewczyna oparła się o korę i zmachana, osunęła się w dół. Las był gęsty, drzewa zasłaniały każdy promień słońca. Po prostu wokół było bardzo zielono. Ciemn zielono. Była już przyzwyczajona po szesnastu latach mieszkania w tej części lasu do takiego widoku. Od śmierci babci minęło pół roku, więc Sewia została zupełnie sama, a w życiu widziała nie więcej niż czterech Findów. To spowodowało że bez przerwy chodziła tymi samymi ścieżkami, a zamiast rozmowy z przyjaciółmi, mówiła do roślin. Lecz nie była przy tym samotna. Findowie sami uczą się wielu rzeczy, bo przychodzą one naturalnie w swoim czasie. Niektóre rzeczy natomiast, odróżnia się jako talenty, czyli bardzo rzadkie umiejętności. I właśnie umiejętność rozmowy z roślinami to była ta pierwsza grupa. Sewia znienacka i tak naturalnie zaczęła rozmawiać z drzewami, kwiatami, mchami, wyczuwając każdy ich ruch, drgnięcie czy szept. A umiejętność ta wykształciła się jeszcze bardziej z powodu braku możliwości kontaktów międzyfindowych.
     Dziewczyna leżała oparta o drzewo, rozmyślając nad pomysłem posprzątania i odnowienia chatki, gdy nagle usłyszała chichot i oraz bliższe szepty. Sparaliżowana strachem i zdziwieniem że jakaś istota ludzka jest właśnie w pobliżu, cichutko i delikatnie wstała, nadal opierając się o korę. Była przerażona. Jak dotąd nie miała okazji dowiedzieć się zbyt dużo o Findach, a co dopiero o ludziach! Odwróciła się nadal przytrzymując się drewna i oparłszy dłonie na drzewie, zgrabnie wyjrzała po za drzewo. Nie widziała ich dokładnie gdyż byli za daleko, ale już wiedziała że to Findowie, a nie ludzie. Z czasem gdy ich szepty były bliżej, a kroki słychać było donioślej, rozpoznała że byli to dwaj młodzi mężczyźni.
     -Idziemy już taki szmat drogi, kolejny dzień, a tu ani śladu po jakimś Findzie - rzekł jeden z mężczyzn.
     -Masz racje. Ciekawe zjawisko. Zastanawiam się, czy istnieją jacyś Findowie w tych rejonach.
     -Przecież wiadomo nam że istnieją. Ale z racji większej ilości ludzi w pobliżu, ukryci są zręczniej niż nam się wydawało.
     -Czyli myślisz że spotkamy kogoś w końcu?
     -Do jutra tak. Mam taką nadzieję. Słuchaj nie jestem tego taki pewien. Owszem byłem w większej ilości miejsc niż ty, ale tutaj jeszcze nigdy.
     -No a nie mogłeś więcej poczytać na ten temat? Ja nawet nie wiem jak się te rejony nazywają. Jak dotąd nie byłem po za naszymi terenami. A tak przy okazji to jestem głodny. Moglibyśmy coś zjeść.
     -Masz rację. Już nam wyczaruję pieczonego dzika i zapiekane onimby.
     -Przestań.. nie musisz się wymądrzać. Tylko myślę że musimy zdobyć więcej sił na dalszą wędrówkę. To tyle. A ty od razu wyskakujesz ze swoimi ripostami.
     -Dajmy sobie spokój. Ja też jestem głodny. Mam ochotę wziąć kąpiel i przekąsić tego dzika.
     -Ja też. Narobiłeś nam smaka.
     -Ale niestety nie ma go tutaj, więc może wróćmy do rzeczywistości i przestańmy marzyć.
     A potem nastała cisza. Sewia zasłuchała się w rozmowę i nie zauważyła gdy przybysze zbliżyli się za bardzo do drzewa.
     -Odpocznijmy.. proszę.- powiedział drugi kompan
     -Nie, lepiej nie. Chodźmy dalej.
Sewia oprzytomniała i zbyt szybko ruszyła od drzewa.
     "Usłyszeli mnie..."
Zaczęła biec, jednak chłopak był szybszy. Złapał ją i ścisnął mocno za rękę, ale po chwili wypuścił dziewczynę.
     -Przepraszam najmocniej. Myślałem że jesteś jakimś szpiegiem. Przepraszam.
     -Nic się nie stało.. Nic. Jesteście Findami? -spytałam
     -Hahaha no a nie widać?- odpowiedział pytaniem chłopak
     -Nigdy nie miałam do czynienia z wieloma Findami więc chciałam się tylko upewnić.- powiedziała
     -Afei, znów odpowiadasz ironicznie. Przecież to dziewczyna. Szacunek się należy! Prawda?- zwrócił się do mnie drugi młodzieniec który wyszedł zza drzewa.
     Uśmiechnęła się w odpowiedzi, a potem zarumieniona, opuściła głowę. Nie widział tego.
     -Wybacz mi. -uśmiechnął się do mnie pierwszy chłopak a ja to odwzajemniłam - mieszkasz tu gdzieś niedaleko?
     -Tak. Kilka metrów stąd mam swój domek. Możecie u mnie zostać  ile chcecie. Znajdę także może coś do jedzenia. Słyszałam że jesteście głodni. - zarumieniłam się powtórnie, uświadamiając sobie że oznajmiłam właśnie, iż podsłuchiwałam
     -Super. Dziękujemy ci bardzo panienko. Ratujesz nam życie. Spadłaś nam jak z nieba,... yyy
     -Sewia..
     -Sewio..
     -To nic takiego. Naprawdę. Cieszę się że mogę wam pomóc.
     -Chodźmy już. Jestem głodny jak wilk!- przerwał nam drugi mężczyzna, a potem ruszyliśmy w ciszy.
    
     -Wejdźcie. Wybaczcie mi, ale domek jest malutki. Nie jestem bardzo bogata gdyż mieszkałam tylko z babcią. Pół roku temu odeszła.- nastała cisza- mam tutaj dwa malutkie pokoiki. Jeden jest mój, a drugi będzie wasz. Mam nadzieję że będzie wam tu dobrze.
     Usiedli przy kominku, a Sewia przygotowała wieczerzę. Potem usiadła razem z nimi. Gdy zjedli, zaczęli rozmawiać.
     -Ja nazywam się Afei i mam 19 lat. A ten głodny to Ewre. I ma 17 lat. A ty?
     -Jestem Sewia co już wiecie i mam 16 lat. Czego tutaj szukacie?
     -Ehh.. na razie sami dokładnie jeszcze nie wiemy.- odpowiedział Ewre.
     -Kąpiesz się w tej rzeczce przed domkiem?- spytał Afei
     -Tak.. woda w niej jest nieskazitelnie czysta i łagodna.
     -Czyli mógłbym..?
     -Haha oczywiście! Mam tu lniane ręczniki. Jeden dla ciebie i drugi dla towarzysza.
     -Dzięki- odpowiedział Afei
     -Dziękuję- zawtórował mu Ewre
     Gdy Afei wyszedł aby się ukąpać, Sewia została w domu z Ewre. Zaczęła sprzątać ze stołu, aby potem móc umyć naczynia w rzeczce. Wyciągnęła nowe koce i podała Ewre. Spojrzała na jego twarz. Jego oczy były zamyślone. Gdzieś daleko. Miał zwróconą głowę w kierunku kominka więc ogień oświetlał mu twarz. Wyglądał tak niesamowicie. Miał przystrzyżone delikatnie, włosy, o kolorze kasztanowym. Skórę opaloną i piękną posturę. Był nieziemsko przystojny. Gdy się odwrócił do Sewii i sięgnął w ciszy po koce, delikatnie musnął opuszkami palców, dłoni dziewczyny. Sewia poczuła wtedy coś czego jeszcze w życiu nie czuła. Nagle jej świat wywrócił się do góry nogami. Nie mogła przestać na niego patrzeć. Był taki piękny. Jeszcze nigdy w życiu czegoś takiego nie czuła...
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz